(Nie)Kochana moja praca #4 Rekrutacja

Powstanie marketingu historycznego. PR z historią w tle
Styczeń 31, 2019
Kiedy mamy (nie)moc personal brandingu?
Luty 5, 2019
Pokaż wszystkie

(Nie)Kochana moja praca #4 Rekrutacja

grafika: pixabay, Firas_Samir

Rekrutacje bywają naprawdę różne. Od tych profesjonalnie przygotowanych, aż po te robione na przysłowiowe „odczep się”. Czy podczas procesu rekrutacji można zepsuć wizerunek firmy? Oczywiście! Pamiętacie historię o dziwnej rekrutacji, którą opisywałam w zeszłym tygodniu? Dla przypomnienia wrzucam link:  http://wiktoriaczarnecka.pl/blog/niekochana-moja-praca-3-rekrutacja/ Dziś ciąg dalszy historii o naszym bohaterze, który w pewnym momencie poczuł się, jakby gdzieś ukryta była kamera. Czy historia jest żartem? Celową i zaplanowaną rekrutacją? Nic z tych rzeczy! Chyba, że pracodawca ma zamiar świadomie zepsuć swój wizerunek… To chyba mało realna perspektywa..  Czytajcie dalszy ciąg historii:

 

Końcówka poprzedniego odcinku:

Pan Gienek zatroskał się i odrzekł: bo widzi Pan, my zatrudniamy codziennie tylu ludzi, że jak ktoś do mnie przychodzi to ja nie wiem gdzie on ma być zatrudniony. Co prawda rozmawiałem kilkanaście minut temu z Prezesem, ale kompletnie nie zrozumiałem gdzie mam Pana zatrudnić. Myślałem, że dowiem się od Pana? Nasz bohater powstrzymywał śmiech (oczywiście w duchu). Zatroskany Pan Gienek powiedział: pójdę wydrukować Pana cv i może uda się dowiedzieć gdzie Pan został zatrudniony… 

 

Rozmowa donikąd!

Nasz bohater znów pozostał sam w pięknie umeblowanym pokoju. Rozglądał się po nim w poszukiwaniu ukrytej kamery. W tym momencie jego myśli przeszły z toru: poszukiwania dobrej pracy na tor: jak skończy się ta historia?

Po chwili wrócił Pan Gienek. W ręku trzymał wydrukowane cv, zasiadł przed kandydatem i powiedział: proszę dać mi chwilę, abym mógł zapoznać się z pana dokumentem.

Znów zapadła cisza. Gienek intensywnie przeglądał papiery, kandydat zaś nie odrywając od niego oczu zastanawiał się: ciekawe o co tym razem będą mnie pytać?

Jak na zawołanie Pan Gienek przerwał milczenie: proszę, proszę! Ma pan bardzo imponujące doświadczenie i wiedzę.  Szef działu marketingu, konferencje, artykuły, projekty, szkolenia.

Wymieniał, a kandydat pomyślał: no, wreszcie rozmawiam z kimś kompetentnym!

Jego radość długo nie trwała, gdy Gienek zapytał: a nie ma pan przypadkiem papierów na doradcę zawodowego? Bo my kogoś takiego byśmy też potrzebowali!

Bohater kolejny raz osłupiał. W jego głowie przepłynęła niezliczona ilość myśli. Na tyle ile wiedział, to rekrutowano go do marketingu. Przecież jego doświadczenie i wiedza jednoznacznie wskazywały, co umie i do tej pory robił. Gienek patrzył na niego wyczekująco. Nasz bohater uznał, że na takie pytanie nie można odpowiedzieć w całkowitej powadze, stąd stwierdził pytająco z uśmiechem na ustach: a powinienem mieć?

Gienek poprawił się na krześle i zaczął opowiadać, że od dłuższego czasu szukają doradcy zawodowego, że jest im potrzebny. Nasz bohater słuchał i nie dowierzał.

W myślach mówił: czyta pan mój życiorys, podkreśla moje doświadczenie, a pyta mnie pan o stanowisko i papiery z zupełnie innej bajki, innej branży? To jest niepoważne!

Gienek właśnie skończył mówić zdaniem: no dobrze, ale muszę się zorientować, gdzie pan został zatrudniony.

Nasz bohater odpowiedział: także jestem ciekawy.

Gienek zamyślił się przez chwilę i odrzekł: wie pan co, pan chyba musi iść do działu logistycznego. Tak, teraz wszystko mi się układa w całość! Oznajmił triumfująco. Budujemy tam zespół, który będzie miał nowego szefa i pan będzie jednym z pracowników zespołu.

Nasz bohater odpowiedział: proszę pana to zapewne nie o mnie chodzi? Ja jestem marketingowcem, a nie specjalistą od logistyki.

Pan Gienek odpowiedział: zróbmy tak. Pan zadzwoni do mnie na początku przyszłego miesiąca, czyli za niecałe dwa tygodnie. Będzie wtedy szef działu, to powie jakie papiery należy przynieść, a tymczasem mogę już dziś wydać skierowanie na badania lekarskie.

Gienek wstał od stołu, pokazując, że zbliża się koniec rozmowy. Dodał: proszę to jest moja wizytówka, będę czekać na telefon.

Nasz bohater już bardzo zniesmaczony, świadomy, że z Gienkiem się nie porozumie, podał swoją wizytówkę mówiąc: dobrze, to zadzwonię na początku miesiąca.

Pożegnali się i nasz bohater wyszedł z budynku. Przez chwilę stał przed wejściem, nie dowierzając, jak został potraktowany. Był wściekły, stracił pół dnia, a wiedział jeszcze mniej niż przed przyjściem tu na rozmowę. Postanowił, nie zadręczać się myślami na temat odbytego spotkania rekrutacyjnego.

Poczekam do początku miesiąca i zadzwonię. Wtedy na pewno już się muszę dowiedzieć gdzie zostałem przyjęty. Przecież trzecia rozmowa, już musi być normalna!

CDN.

Jesteście ciekawi, jak skończy się historia naszego bohatera?

Czy zostanie zatrudniony i właściwie na jakim stanowisku?

Czytajcie za tydzień!!!

 

 

(NIE)Kochana moja praca to myśl, która od dawna drążyła mi głowę. Moi znajomi i bliscy powtarzali: po Twoich perypetiach musisz napisać książkę. Postanowiłam opisać różne historie zasłyszane oraz swoje doświadczenia z miejsc pracy. Książka nie jest zwykłym zbiorem śmiesznych i negatywnych historii, które dzieją się w pracy. Będzie to pewnego rodzaju alfabetyczny spis zjawisk, z którymi spotkaliście się lub o nich słyszeliście z miejsc pracy. Chcę, aby (NIE)Kochana moja praca stała się swego rodzaju przewodnikiem po meandrach życia zawodowego i jak, to w przewodnikach bywa, próbą wyjaśnienia i radzenia sobie z trudnymi i niespotykanymi sytuacjami. Oczywiście, żeby nie było całkiem przygnębiająco, pojawią się także historie rozbawiające do łez. Dziś kiedy spisuję swoje historie dostrzegam ile, szczególnie trudne i niespotykane sytuacje mnie nauczyły i jak wzmocniły. Dlatego chcę tę wiedzę przekazać Wam. Wierzę, że powstająca książka i historie w niej zawarte, które są autentyczne, pomogą Wam przetrwać w trudnych chwilach oraz wskażą co w takich sytuacjach robić.